Ostatnio zauważyłam u siebie, że kiedy siedzę po 5-6 godzin dziennie przy maszynie bolą mnie cztery litery i zaczynam się garbić:(
Więc się uszyła podusia pod siedzenie (tj. tam gdzie kończy się szlachetna nazwa pleców):)
Poducha powstała ze starego, żółtego T-shirtu (oczywiście przed tym wypranego:) Jest trochę asymetryczna, a zresztą komu to przeszkadza? Ważne, że ochrania tyły:)
I żeby w szafie z materiałami drastycznie nie uszczupliły się ich zapasy (przez niechcianych mieszkańców tj. mole:) to uszyłam też woreczek, który w przyszłości (tj. jak wreszcie zerwę z ogrodu i ususzę:) napełni się lawendą:)
Tył:)
Przód:)
Wiązanie z gumeczką:)
I takie z łapki:)
Woreczek z ogumkowanej części spodni, bo sama gumek jeszcze wszywać się nie nauczyłam:(
Pozdrawiam, Julia:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz